Wolmed

BUDZIĆ SIĘ Z ENERGIĄ – CZY TO W OGÓLE MOŻLIWE?

Początek nowego dnia jest przedstawiany bardzo poetycko. Ale tylko w poezji. W życiu codziennym jesteśmy skłonni przyrównywać pobudkę raczej do narodzin – czyli wyrwania z przytulnej, cichej samotni do chłodnego zgiełku codziennych zajęć. Często wtedy odczuwamy pokusę zamykającą się w magicznym: „jeszcze pięć minut”. A przecież sen służy regeneracji, zatem po jego zakończeniu powinniśmy tryskać energią i z zapałem rzucać się w dzień. Dlaczego zatem tak nie jest? Dlaczego najchętniej przeciągnęlibyśmy poranek do późnego popołudnia?

 

SKĄD NASZ MÓZG WIE, ŻE JEST RANO?

 

 

Nasz organizm ma bardzo wyszukany system regulacji rytmu dobowego. W naszych oczach, na siatkówce znajdują się specjalne komórki wrażliwe na światło, ale nie przekazujące obrazu. Ich rolą jest informowanie mózgu czy słońce nadal świeci. Impulsy ze wspomnianych komórek znajdujących się w naszych oczach wędrują do neuronów znajdujących się nad skrzyżowaniem nerwów wzrokowych i tworzące jądra nadskrzyżowaniowe podwzgórzaJest to struktura, bardzo mała (kilkanaście tysięcy neuronów), ale mająca duży wpływ na jakość naszego życia. To właśnie one tworzą ośrodek kontrolujący rytm dobowy itam podejmowana jest decyzja, czy nakazać szyszynce produkcję melatoniny – hormonu powodującego senność i sprowadzającego błogi sen.

Ten system został skalibrowany do pracy w świecie bez elektryczności. Wtedy słońce oznaczało działanie, a brak słońca niósł wiadomość do mózgu, że czas zacząć spowalnianie organizmu prowadzące do snu. Mechanizm ten nie działa jednak jak kluczyk w stacyjce. Wyłączenie zajmuje trochę czasu. Wieki temu, kiedy słońce zniknęło za horyzontem, ludzie siadali przy ognisku, snuli opowieści i wyciszali się. Ich mózgi otrzymywały wyraźny sygnał, że dzień się skończył i powoli trzeba wprowadzić organizm w stan snu. Było ciemno, było sennie.

 

NIE TYLKO ŚWIATŁO

 

 

Nasz wewnętrzny zegar reguluje się nie tylko na podstawie światła. Jakiś czas temu odkryto, że sugeruje się on również temperaturą otoczenia, zapachami, spożywanym jedzeniem oraz interakcjami z innymi ludźmi. Nasz mózg słysząc rozmowy innych ludzi uznaje, że jest dzień. Dlatego kiedy jesteśmy na urlopie, budzi nas gwar przechodniów, albo rozmowy obsługi hotelowej. Natomiast gdy raczymy się obfitym posiłkiem, nasz mózg uznaje, że dzień musi być w pełni, bo skąd niby wziąć tak dużo jedzenia po zmroku.

 

JAK WIECZOREM SZKODZIMY NASZYM PORANKOM

 

 

I tu pojawiają się dwa główne problemy nas współczesnych. Po pierwsze lubimy jeść wieczorami. Jakoś tak jest, że jedzenie najbardziej nam smakuje, kiedy jesteśmy zrelaksowani i odprężeni po ciężkim dniu. Wtedy chętnie sięgamy po rozmaite przekąski, a nierzadko konkretne posiłki. A nasz mózg myśli wtedy: „Dużo jedzenia, zatem jest dzień!” i konsekwentnie podtrzymuje procesy pobudzające aktywność organizmu. Na dodatek lubimy spędzać wieczory przed telewizorem, a tam jest mnóstwo ludzi, którzy rozmawiają, krzyczą, a często nawet się mordują. Nasz mózg rozumie to tak, że skoro jest u nas tak tłoczno i tyle się dzieje, to musi być dzień. W rezultacie wstrzymuje procedurę układania nas do snu. Chociaż już kończą się siły, bo przecież rano wstaliśmy niewyspani. Ale nasz mózg dzielnie walczy. Czasem nam się przymknie oko, jednak on się nie poddaje i stara się jak może utrzymać nas w stanie wzmożonej aktywności.

Kiedy późnym wieczorem rozsądek bierze górę i w końcu idziemy do łóżka, to zamiast się wyciszyć w ciemności, to my sięgamy po telefon i przeglądamy wiadomości, albo ostatnie wpisy w mediach społecznościowych. W zamyśle chcemy „się zmęczyć”, żeby nie przewracać się z boku na bok, ale sami sobie tym szkodzimy. Nagle nasze oczy uderza jasne światło – czyli znowu jest dzień! Tylko jak to możliwe, skoro przed chwilą była noc? Nie ma jednak czasu na dumanie, ponieważ po chwili natrafiamy na informację, że gdzieś wybuchły zamieszki, samolot się rozbił, a huragan jest tuż tuż.

Nasz biedny mózg, który od dawna coś podejrzewa, że chyba już noc, bo ciemno i zimno, nagle sobie uświadamia, że nadciąga kataklizm: jakaś wojna i to w dodatku huraganowa! I znów zaczyna wydzielać różne hormony, które już dawno powinny spać razem z nami. Doprowadza to do takiej sytuacji, że gdy w końcu zaśniemy, w naszym organizmie krąży dziwny koktajl hormonalny składający się z czynników wzmagających zarówno czujność jak i senność. Rezultatem tego jest niska jakość snu oraz częste wybudzanie się. Rekordziści potrafią budzić się ponad tysiąc razy w ciągu nocy. Trudno to nazwać snem. Trudno też oczekiwać, że będziemy pełni energii po takiej nocy.

 

CO ROBIĆ, ŻEBY BUDZIĆ SIĘ Z ENERGIĄ?

 

 

Jak już sobie powiedzieliśmy, jakość poranka w dużej mierze zależy od tego, czy nasz mózg wie o tym, że już jest rano. Mamy cały dzień na to, żeby mu wyjaśnić o co chodzi. Jak przekazywać te informacje? Poprzez odpowiedni plan dnia. Nasz mózg rozpoznaje dzień po tym, że nasza aktywność wzrasta, utrzymuje się, a w miarę zbliżania się wieczoru stopniowo spada, aby w rezultacie zaciągnąć nas pod kołdrę.

Ta aktywność obejmuje ekspozycję na światło, ruch, jedzenie, zdobywanie nowych informacji oraz interakcje z innymi ludźmi. Powiedzmy sobie zatem wprost: jeśli chcemy być pełni energii rano, to musimy wymyślić sobie inny plan na wieczory. Ponieważ zwykle jest tak, że są one pełne jedzenia, zapachów dnia, światła, ludzi i emocji.

Oczywiście nie są to prawdziwi ludzie, emocje i światło gdyż mają swoje źródło w telewizorach, komputerach i smartfonach. Nie jesteśmy robotami, które są aktywne, a potem jednym kliknięciem przełączamy je w tryb uśpienia. U nas zasypianie to proces. Ma swoje etapy i powinien mieć także swoje rytuały. Ponieważ nie możemy zmienić praw natury, a one stanowią jasno:

ENERGICZNY PORANEK ZACZYNA SIĘ SPOKOJNYM WIECZOREM POPRZEDNIEGO DNIA!

 
* Ten artykuł nie stanowi porady medycznej. Nie sugeruje on, ani nie promuje żadnej metody leczenia. W przypadku problemów ze zdrowiem należy skontaktować się z lekarzem.