Wolmed – ośrodek leczenia uzależnień. Nasze główne usługi to leczenie alkoholizmu, narkomanii, depresji, nerwic i psychoterapia.

„Eustres” to pojęcie, które zmienia negatywne skojarzenia ze słowem “stres”. Bo stres to nie tylko reakcja niszcząca nasz układ nerwowy, ale także sygnał do natychmiastowego działania.*

           Wszyscy chcielibyśmy odczuwać zapał i chęć do działania i mieć niespożyte zasoby dobrej energii. Nie jest to takie proste w życiu dorosłym, choć można to wyćwiczyć. Dzieci z kolei są stworzeniami zaprojektowanymi tak, żeby się nie psuć i rozwijać. Jeśli coś się psuje, to przez nasz (dorosłych) system społeczny, prawny i zasady. Zatem eustres, czyli stres pozytywny, jest immanentną cechą dzieci. Młodych ludzi nie trzeba pobudzać, one to robią same również, a może przede wszystkim, kiedy się uczą. I tu pojawia się jedno z wielu ograniczeń, które nakłada szkoła. Chodzi o to, że szkoła nie jest zainteresowana tym, żeby nauczyć, tylko tym, żeby uczyć. W następstwie tego młody człowiek traci motywację do nauki, bo nie wie dwóch rzeczy. Przede wszystkim nie ma układu odniesienia ile umie, co powinien jeszcze umieć oraz kiedy nauka się skończy, a to jest bardzo frustrujące, bo dziecko bierze udział w wyścigu nie wiedząc, gdzie jest meta. Po drugie, młody człowiek w naszym pokoleniu ma prawo zapytać, co będzie z tego miał, że się czegoś uczy. Stąd ciągłe pytania nastolatków, które są dziś na tyle odważne, żeby w oczy powiedzieć dorosłym „Po co mi to? Dlaczego mam się uczyć wzorów skróconego mnożenia? Dlaczego mam znać na pamięć nazwy rowów oceanicznych?”. Jeśli odpowiedzi nie padają, to motywacja i pozytywny stres zostają zneutralizowane.
           Jeśli chcemy motywować dzieci do nauki i pogłębiać ich głód wiedzy, umiejętności i doświadczeń, musimy umieć je przekonać, że uczą się czegoś w jakimś celu, że ten cel osiągną, a nauka się kiedyś skończy. Dzięki temu to, co posiądą, do czegoś konkretnego im się przyda w życiu.
           Rola rodziców jest w tym procesie gigantyczna. Oto kilka przykładów. – Chodź synku, założymy listwy w twoim pokoju. Oblicz obwód twojego pokoju. Widziałem w Internecie, że listwy mają dwieście pięćdziesiąt centymetrów długości. Ile musimy kupić listew? Siedem, brawo, a teraz jedziemy do marketu, potrzebujesz coś jeszcze do pokoju?
           Inny przykład: Córeczko, ja ciągle pracuję i nie mam czasu poczytać, a zależy mi na dobrej książce. Masz, tu są trzy podobno ciekawe książki, przeczytaj je i napisz mi ich recenzje. Wiem, że na polskim uczyliście się pisać recenzje. Czekam na twoją opinię.
           Czasem wymiar finansowy jest nawet jeszcze skuteczniejszy niż opinia. Na przykład – synu, jesteś dobry z angielskiego. Zapisz się na kurs i zrób certyfikat. Jak będziesz miał certyfikat, to mój znajomy zatrudni cię do oprowadzania grup zagranicznych turystów po naszym mieście. Co ty na to?
W tym przykładzie pojawiają się dwie informacje dla dziecka: po pierwsze, jak zrobisz certyfikat, to zakończysz naukę, będziesz coś umiał i miał na to dokument. Po drugie, będziesz miał perspektywę zarobienia pieniędzy i zdobycia doświadczenia zawodowego.
           Takie przykłady wywoływania motywacji poprzez wykorzystanie umiejętności w życiu codziennym można mnożyć, zachęcam do ich zastosowania. Nauka w szkole nabierze dla dzieci sensu.

* Dr Łukasz Prysiński, psycholog w Klinice Wolmed – tekst ukazał się w październikowym numerze Tygodnika „Niedziela”