Wolmed – ośrodek leczenia uzależnień. Nasze główne usługi to leczenie alkoholizmu, narkomanii, depresji, nerwic i psychoterapia.

Lęk przed porażką potrafi być prawdziwą zmorą każdego sportowca, nie tylko amatora, ale także zawodowca. Z czego on wynika i jak sobie z nim radzić opowiada dr Łukasz Prysiński, psycholog w Klinice Wolmed.

*Rozmowa z Łukaszem Prysińskim, psychologiem Kliniki Wolmed, ukazała się na portalu www.belsport.pl


Czym jest lęk przed porażką?

Lęk przed porażką to oczekiwanie negatywnego wyniku w sytuacji podjętego działania z tendencją do unikania sytuacji, w których porażka jest subiektywnie wysoce prawdopodobna. Niektórzy sportowcy radzą sobie z tym problemem poprzez atak, czyli uruchamiają motywację osiągnięcia celów i przekroczenia granic, u innych zaś lęk przed niepowodzeniem wywołuje chęć uniknięcia porażki. Ta druga opcja jest dla sportowca drogą do destrukcji. Jest tak dlatego, że w sporcie chodzi o to, żeby wygrać. Jeśli zawodnik występuje po to, żeby nie przegrać, to realizuje niewłaściwy cel (nawet jeśli remis wystarczy).

Wydaje się, że sportowiec powinien automatycznie wybierać tę pierwszą strategię, czyli mierzyć się ze słabościami i chcieć je pokonywać. Nie jest tak?

Niestety nie zawsze. Sportowiec dąży do sukcesu, naturalnym jest, że w następstwie tego pierwszego unika niepowodzeń, ale jest jeszcze trzecia strona tego procesu, mianowicie dążenie do zaspokajania potrzeby aprobaty ze strony ważnych osób. Jest to silnie nasycone obawą przed porażką, czego efektem bywa wycofywanie się z wykorzystania maksimum swoich możliwości, mimo posiadania przez sportowca zasobów do korzystania z tych możliwości z obawy, że może się to działanie zakończyć porażką.

Dlaczego?

Chodzi tu o komponentę emocjonalną. Doświadczane emocje, szczególnie w sytuacji, gdy wyniki są oceniane przez ważne osoby: trenera, innych zawodników z drużyny, oczywiście rywali także, wiążą się na negatywnym myśleniem i oceną siebie i swoich możliwości. Nie bez znaczenia mają również osoby niezwiązane z aktywnością sportową zawodnika, na przykład partner albo dzieci, którzy z drugiej linii (z trybun, z telewizji) obserwują zawodnika, a on/ona ma świadomość, jakie pokładane są przez nich nadzieje w tym, jaki będzie ten dzisiejszy występ na arenie. Bliscy deklarują bezwarunkowe wsparcie w zmaganiach sportowca, ale często jest tak, że zawodnik niby to rozumie, ale w podświadomości czuje się podwójnie odpowiedzialny za swój występ i z całą mocą nie chce przegrać, a to jest pułapka, o czym mówiłem wyżej.

Na pewno bliscy wywierają presję na zawodnika czy tego chcą, czy nie, ale wróćmy do wpływu osób bezpośrednio związanych z profesjonalną oceną występu sportowca.

Sztab szkoleniowy patrzy. Tu nawet nie chodzi o to, że zawiedziemy trenera, że koledzy z drużyny w szatni ukarzą nas milczeniem i unikaniem spojrzeń. Nie chodzi o to, że nasz klub straci pieniądze. To wszystko jest wkalkulowane w porażkę, ale u niektórych osób po porażce mogą uruchomić się w pamięci wspomnienia minionych niepowodzeń, a co gorsza, negatywne komunikaty na temat ich możliwości usłyszane przez znaczące osoby z wcześniejszych lat. W takich właśnie chwilach odzywają się duchy przeszłości, czyli wytknięte niepowodzenia albo przypięcie łatki w innej zupełnie dziedzinie. To w szatni po przegranym meczu zlękniony porażki zawodnik usłyszy w swojej pamięci słowa trenera z czasów, kiedy był młodzikiem „za wolny jesteś, przez ciebie przegramy”, zaraz potem przypomni sobie słowa matematyka „nie myślisz, jesteś leniwy”. W następstwie tego te dwa komunikaty ulegają zgeneralizowaniu, co znaczy, że zbudują negatywną ocenę zawodnika nie tylko w kategorii działań, w których zaistniało niepowodzenie ale dojdzie do ogólnej negatywnej oceny siebie.

A kibice?

Kibice reprezentują zwykłych ludzi (w przypadku sportowca to są kibice, a na przykład u artystów to fani) co każdemu, kto występuje publicznie pozwala z jednej strony poczuć się wyjątkowym, bo wszyscy cię podziwiają, z kolei z drugiej strony każdy z nas chce być „normalnym człowiekiem”, bo takich się lubi. Jeśli więc kibice mają swój udział w obarczaniu porażką danego sportowca, to może on poczuć się tak, jakby był odrzucony w ważnej dla siebie grupie (np. w klasie). To może być odebrane jako zagrożenie izolacją społeczną tym, że jesteśmy nielubiani, niechciani. Nagle z osób rozpoznawanych na ulicy boimy się stać osobami pokazywanymi palcem.

Jak sobie radzić z takimi stanami, jak te omówione wyżej?

Poważnym problemem w funkcjonowaniu osoby doświadczającej lęku przed porażką jest maskowanie prawdziwych źródeł unikania konfrontacji z rzeczywistością. To maskowanie polega na tym, żeby przed samym sobą oraz w relacji z otoczeniem stworzyć coś na kształt wymówki przed podjęciem danego wyzwania, aby wyprzedzić porażkę. Ona musi się stać nieunikniona, ponieważ jeśli się nie przygotowuję do zawodów albo z nich rezygnuję, to nie może być sukcesu, więc winę ponoszą okoliczności, a nie ja. To jest szczególnie niebezpieczne, kiedy sportowiec odnosi sukces, bowiem otoczenie wymaga, żeby ten sukces się powtarzał. W tej sytuacji porażka na swój sposób neguje wcześniejszy sukces. Aby skutecznie poradzić sobie z lękiem przed porażką należy (oczywiście razem ze swoim psychologiem) skoncentrować się w pierwszej kolejności na zatrzymanie lęku przed doświadczaniem wstydu. Jest to możliwe poprzez ciągłe bilansowanie ze sobą sukcesów i porażek. Taka kalkulacja wzmacnia poczucie własnej wartości zawodnika.
Kolejny krok to neutralizacja przekonania, że w przyszłości porażka będzie się powtarzać. Jest to możliwe poprzez wykształtowanie postawy nastawionej na wygrywanie, co jest bardzo trudne i łatwo zamienia się w koncentrację na uniknięciu porażki.
Niemniej ważny jest dystans do opinii kibiców, trzeba uczyć się czytać o sobie hejt, unikanie negatywnych opinii, nawet bardzo niesprawiedliwych nie jest dobrym rozwiązaniem, ale to jest temat na oddzielne opracowanie.
Na koniec wreszcie należy oczekiwać od ważnych osób zrozumienia, że zawodnik ma prawo do niepowodzenia i korzystać z tego prawa bez kompleksów. Trenerzy, pomimo nacisków na zawodników wiedzą, że oni mogą zawieźć. To sami zawodnicy gotują sobie piekło poprzez odmowę prawa do błędu. Nad tym też trzeba pracować.

Fot. Daniel Reche / Pixabay