Wolmed – ośrodek leczenia uzależnień. Nasze główne usługi to leczenie alkoholizmu, narkomanii, depresji, nerwic i psychoterapia.

*Wywiad z psychologiem Kliniki Wolmed, Łukaszem Prysińskim, ukazał się w Tygodniku „Niedziela”

Czemu dzieci stresują się w szkole?

Łukasz Prysiński, psycholog w Klinice Wolmed: – Przeciętny piętnastolatek ma za sobą osiem lat koszar i cztery lata przed sobą. Przez pięć dni w tygodniu przebywa w prawie nie zmieniających się warunkach. Jego obowiązkiem jest sprostać szeregowi regulaminów, systemów oceniania i zachowania. Jest poddawany systematycznej kontroli osiągnięć poprzez oceny cząstkowe, ma świadomość statystyk, które szeregują go/ją w odpowiedniej kategorii. Popołudniami, będąc już w domu, utrwala zdobytą wiedzę, uczy się i przygotowuje do sprawdzianów kontrolnych. Jego popołudniowi wychowawcy (rodzice) mają pełny elektroniczny obraz jego/jej ocen, zachowania, uwag i postępów poprzez dziennik elektroniczny. Jak tu się nie stresować?

Co wyzwala stres u dzieci 6-, 7-letnich A co u starszych? Jakie są jego objawy, na które uwagę powinni zwrócić rodzice?

ŁP: – Rozwój społeczny i emocjonalny dziecka jest tak zmienny, że w pierwszych latach życia co sześć miesięcy mamy do czynienia z innym człowiekiem. Proszę zwrócić uwagę, jak czasem mama mówi „Takie to było cygańskie dziecko, do wszystkich wyciągał rączki, a teraz chowa się za spódnicą.” Tak to właśnie wygląda. Potem zmiany następują wolniej, bardziej w cyklu rocznym i tak na przykład przeciętny pięciolatek jest zazwyczaj spokojny i stabilny emocjonalnie, podczas gdy sześciolatek traci tę stabilność i częściej kocha lub nienawidzi niż jest opanowany. Siedmiolatek staje się bardziej skryty i narzekający, a rok później jest to już pełen entuzjazmu zuchwalec. U dzieci siedmio- i ośmioletnich stres może się manifestować w postaci fobii specyficznych, często jest to lęk przed ciemnością, przed pozostawaniem samemu albo lęk przed pójściem do szkoły. Są to silne źródła stresu mogące pojawić się nagle i bez przyczyny. Wystarczy okazać dziecku zrozumienie i wsparcie, a stany te miną dosyć szybko. Najgorsze co można zrobić, to mówić „No co ty, głupia jesteś? Ciemności się boisz? Wstyd!”

Bardzo upraszczając sprawę można powiedzieć, że dzieci w okresie od dziewięciu do trzynastu lat pozostają w tak zwanej fazie latencji i są łatwe do wychowania, do korekty tego wychowania i szybko można sobie z nimi poradzić. Jednak to, co dzieje się później z młodym człowiekiem w sferze emocji, stresów i popędów, porównać można do wielkiego niewybuchu wykopanego w centrum miasta. Rodzic, który w okresie od trzynastego do dziewiętnastego roku życia chce wesprzeć swoje dziecko i nie popełnić istotnych błędów, musi mieć wiedzę, której nie dostaje genetycznie ani poprzez tak zwaną znajomość życia, ani – o zgrozo – poprzez odwoływanie się do własnych doświadczeń życiowych, które dla nastolatka brzmią jak opowieść z epoki kamienia. Dlatego właśnie rodzice załamują ręce nad nastolatkami, a nastolatki żalą mi się prawie cały czas, że ich rodzice w ogóle ich nie rozumieją i że zmienili się z fajnych w beznadziejnych.

Powiem tu jeszcze jedną rzecz na zakończenie tego wątku. Porównałem dorastające dzieci do niewybuchu w centrum miasta dlatego, żeby uświadomić wam, drodzy rodzice, że dorastające dziecko posuwa się naprzód w rozwoju przechodząc od jednego konfliktu wewnętrznego do drugiego. Każdy taki konflikt to być albo nie być dla całej przyszłości. Wystarczy jedno wasze zdanie, jedno zignorowanie dziecka, jedno niedostrzeżenie problemu, a pozostaje rysa na całe życie. To jest niewyobrażalnie ważny temat, bo rodziców nikt tego nie uczy. Temu zagadnieniu powinien być poświęcony oddzielny wywiad.

Jak rozpoznać dobry stres u dzieci, który zmotywuje je do nauki a jak destrukcyjny, szkodliwy dla nich?

ŁP: – Dzieci są stworzeniami zaprojektowanymi tak, żeby się nie psuć i rozwijać. Jeśli coś się psuje, to przez nasz (dorosłych) system społeczny, prawny i zasady. Zatem eustres, czyli stres pozytywny, jest immanentną cechą dzieci. Młodych ludzi nie trzeba pobudzać, one to robią same również, a może przede wszystkim, kiedy się uczą. I tu pojawia się jedno z wielu ograniczeń, które nakłada szkoła. Chodzi o to, że szkoła nie jest zainteresowana tym, żeby nauczyć, tylko tym, żeby uczyć. W następstwie tego młody człowiek traci motywację do nauki, bo nie wie, co będzie z tego miał. Kończy więc szkołę pełen wiedzy z różnych dziedzin i bardzo ubogi w umiejętności. Stąd ciągłe pytania nastolatków, które są dziś na tyle odważne, żeby w oczy powiedzieć dorosłym „Po co mi to? Dlaczego mam się uczyć wzorów skróconego mnożenia? Dlaczego mam znać na pamięć nazwy rowów oceanicznych?”

Jeśli chcemy motywować dzieci do nauki i pogłębiać ich głód wiedzy, umiejętności i doświadczeń, musimy umieć je przekonać, że uczą się czegoś w jakimś celu, że ten cel osiągną, a nauka się kiedyś skończy. Dzięki temu to, co posiądą do czegoś konkretnego im się przyda w życiu.

Rola rodziców jest w tym procesie gigantyczna. Oto kilka przykładów. –Chodź synku, założymy listwy w twoim pokoju. Oblicz obwód twojego pokoju. Patrzyłem w Internecie, że listwy mają dwieście pięćdziesiąt centymetrów długości. Ile musimy kupić listew? Siedem, brawo, a teraz jedziemy do marketu, potrzebujesz coś jeszcze do pokoju?

Inny przykład: Córeczko, ja ciągle pracuję i nie mam czasu poczytać, tu są trzy ciekawe książki, przeczytaj je i napisz mi ich recenzje. Wiem, że na polskim uczyliście się pisać recenzje. Na podstawie tego, co mi napiszesz, wybiorę sobie jedną książkę, czekam na twoją opinię.

Jesteś dobry z angielskiego. Zapisz się na kurs i zrób certyfikat. Jak będziesz miał certyfikat, to mój znajomy zatrudni cię do oprowadzania grup zagranicznych turystów po naszym mieście. Co ty na to?

Takie przykłady wywoływania motywacji poprzez wykorzystanie umiejętności w życiu codziennym można mnożyć, zachęcam do ich zastosowania. Nauka w szkole nabierze dla dzieci sensu.

Kiedy niezbędna będzie rozmowa z wychowawcą lub pedagogiem szkolnym?

ŁP: – Z wychowawcą należy się kontaktować na każdym zebraniu i pytać, co słychać u naszego dziecka. Wychowawcy dużo wiedzą o swoich podopiecznych. Pytamy nie tylko w kontekście tego, czy coś się dzieje złego. Dzielimy się naszymi spostrzeżeniami z wychowawcą. „Zauważyłem, że mój syn więcej czyta, a mniej rozmawia z kolegami. Co pani o tym myśli? Co pani widzi? Czy to dobrze? Co mogę z tym zrobić?” Jeśli będziemy trzymać rękę na pulsie, to wychowawca wnikliwiej będzie obserwował nasze dziecko.

Pedagog nie zna tak dobrze dzieci, bo nie siedzi na lekcjach ani nie inwigiluje młodzieży na przerwach. Jego rola sprowadza się do interwencji. Pedagog reaguje, kiedy nie radzi sobie wychowawca, nauczyciel albo opiekunowie dziecka. Nie należy oczekiwać od pedagoga znaczącej prewencji, on się uaktywnia, kiedy już coś złego się zadziało. Oczywiście pedagodzy mają narzędzia do zapobiegania negatywnym zachowaniom dzieci, ale jest ich niewiele.

W jakich sytuacjach rodzice powinni szukać pomocy psychologa?

ŁP: – Przede wszystkim musimy skończyć ze stygmatyzacją psychologów i psychiatrów. Nie czujmy się odwiedzając ich gabinety jak trędowaci. Wychowawcy, nauczyciele, pedagog szkolny i rodzice to silny zespół do walki ze stresem naszych pociech i najczęściej to wystarczy. Jeśli nie, to w pierwszej kolejności z psychologiem powinni się skontaktować rodzice i dziecko. Nie wypychajmy dziecka do psychologa, tylko idźmy razem z dzieckiem tłumacząc, że idziemy wspólnie zwalczyć jakiś problem, a nie, że dziecko potrzebuje terapii.

Z widocznych oznak stresu u dzieci wymienić należy różne somatyzacje, w tym w szczególności: oznaki niepokoju na twarzy, pocenie się rąk, tiki, bóle brzucha i innych części ciała, problemy ze spaniem (za mało, za dużo, trudności w obudzeniu się). Oprócz tego trzeba obserwować nastrój dziecka. Zaniepokoić nas powinny: apatia, wiecznie zły humor, smutek na twarzy, ale także krzyk, agresja (trzaskanie drzwiami, kłótnie z rodzeństwem), płacz bez powodu oraz autoagresja (walenie głową w mur, samookaleczanie). Oprócz tego niepokojąca jest nagła zmiana wyglądu na niekorzyść (fryzura, kolor włosów, styl ubierania się). Należy zwrócić uwagę na zmianę towarzystwa, rytmu dnia, diety, sposobu komunikacji (nie oddzwania, nie odbiera, nie odpisuje, mówi zdawkowo, chce żeby się od niego/niej odczepić). Proszę być wrażliwym na filozofowanie dziecka: (życie jest jak papier toaletowy, jestem beznadziejna, po co jest życie, co jest po śmierci, miłość boli, itd.). Podsumowując – niewybuch w centrum miasta…

W jaki sposób specjalista będzie pracować z dzieckiem, by potrafiło ze stresem szkolnym sobie poradzić?

ŁP: – Stres szkolny to hasło, które opisuje lęk, stres lub frustrację, która jest spowodowana czymś konkretnym. Najczęściej jest to jeden, dwa, góra trzy przyczyny. Psycholog musi z dzieckiem zidentyfikować te przyczyny. Nie jest to łatwe, ponieważ w stresie występuje tzw. efekt kuli śnieżnej. Ciągłe niewielkie stresy nakładają się na siebie, odczuwanie stresu jest coraz większe, ale pierwotna przyczyna jest już niewidoczna, bo tocząca się kula oblepia pierwotny problem i dziecko ma trudności z identyfikacją najważniejszego stresora. Kiedy trafia do psychologa, to stresuje się samym słowem szkoła, bo już wszystko z nią związane stresuje.

Najczęściej przyczyny są albo błahe dla innych, albo leżą poza szkołą. Te błahe przyczyny to na przykład konieczność ćwiczenia na lekcji wychowania fizycznego w krótkich spodniach. Trzynastoletnia dziewczynka została wyśmiana przez grupkę dzieciaków, że ma za duże kolana. Minęły trzy miesiące i teraz ona już nie może patrzeć na tych, co się zaśmiali, a w ogóle to dlaczego Gosia gada z Ewą, która się z niej śmiała, a pani to Ewę pochwaliła za dobre oceny, a mnie nie, itd. No więc co wywołuje stres? Ewa, śmiejąca się grupka, pani? Tak naprawdę wszystkie te czynniki toczą się jak kula śnieżna napędzana zniekształceniami poznawczymi tej dziewczynki.

Jeśli chodzi o stresory poza szkołą, to w ogromnej części przypadków dotyczą one rodziców. Rozwody, nałogi, nie umiejący udźwignąć swej roli rodzic i samotność dzieci w domu, to główne zmory zestresowanych pociech w różnym wieku.

Czy zastosuje różne sposoby wobec dziecka kilkuletniego i wobec nastolatka?

ŁP: – Oczywiście, że tak. Naturalnie nie da się tego wyczerpująco opisać, ale mechanizm jest następujący. W przypadku dzieci kilkuletnich psycholog tworzy klimat bezpieczeństwa, ciepła, rodzinnej atmosfery, a w przypadku nastolatków jest to klimat zrozumienia, przyjaźni i intymności. Intymność rozumiana jest tu w ten sposób, że psycholog i jego klient – nastolatek, mają swoje sprawy, swoje tajemnice, swoje przemyślenia i to jest tylko ich).

Jeśli psycholog jest naprawdę skuteczny, to jego płeć nie ma znaczenia, jeśli jednak dziecko oczekuje konkretnej płci psychologa, to należy to uszanować.

Zdj. pixabay.com